Wpisy
Dziś mijają 2 lata od śmierci najwybitniejszego wokalisty. Ronnie James Dio wpłynął mocno na mój gust. Wyjątkowo sympatyczny, dobry i uzdolniony człowiek. Więcej takich nie będzie. Jak ja żałuję, że go nie widziałam :(
Na zawsze w moim sercu, w moim muzycznym świecie numer jednen.
RONNIE JAMES DIO ( 1942 - 2010 )

Tam, gdzieś w krzakach ! Moje grządki, moje drzewka, moja chałupka. Powiedzenie " Czego się martwisz, czego się smucisz, ze wsi jesteś i na wieś wrócisz" sprawdza się idealnie.
9 km do centrum Torunia, 4 do samego miasta.
Tu mnie boli, kolano mi szwankuje, nie jest mi wygodnie... Nie jestem już nastolatką, która mogłaby zawojować świat swoją kondycją. Cóż seks chyba przestaje być spontaniczny, bo jak pomyśle o tym, że na podłodze, że twardo, że ja na górze z moimi kolanami to śmieję się przez łzy. Starość nie radość. Zdecydowanie. Już nie będzie chyba tak jak kiedyś.
Dodatkowo moje lenistwo mnie boli. Mam tyle do przeczytania i oczywiście nic nie zrobiłam. Mam nadzieję, że kolowkium można poprawić.
Moje koty są niesamowite.
co z tego, że dupa i brzuch rosną. Ale za to jakie mam zajebiste nogi . To tak w ramach rekompensaty za przeciętną resztę :P
a miało być tak pięknie. Mieliśmy się cieszyć. Telefon milczy, poczta nie przychodzi. Jest mi ciężko. Chyba nie do końca uwierzyłam, albo mam w sobie dużo nadziei. Może po świętach ? Bardzo duże plany, szanse i możliwości z tym wiążę ( wiązałam). Trochę mi smutno.
Ma na imię Bajek

mieszka z Nami od tygodnia. Z Timkiem się zdążył już ganiać, pogryźć, przytulić i chyba się nawet oswoili.
Uciekam dalej do nauki :( sesję jutro zaczynam.
No i trzymać kciuki. byle do piątku.
Siedzę i nie robię nic. Mam dość nauki, sprzątania, prowadzenia domu, czyszczenia kuwety. Jeden dzień robię sobie urlop, bałagan, lenistwo. Mam nadzieję, że nie wyjdą z tego problemy. Dokończę jeszcze dziś książkę i jutro o 8, jak mróweczka uciekam do fabryki swojej. Muszę zarobić, by pokonać pewne rzeczy. Dodatkowo okazuje się, że mój problem to więcej niż "mój". Jest więcej takich "ja". Byleby się udało.
Dodatkowo muszę uzupełnić szafę, sukienkami, tunikami, sukienkami... butami. Obecnie stałam się już posiadaczką 2 par balerinek. Kolejne nie zaszkodza. Muszę oddać wiele rzeczy, bo w nich nie chodzę. Muszę schudnąć. 45 kg to moje marzenie. No i kolejny powód, że trzeba mi zakupów. Może zacznę ekologiczny tryb życia ?
Póki co, to Mruczusia próbuję okiełznać.
Ekonomia jest przerażająca, ale chyba tylko mi doszlifować trzeba obecną wiedzę jakimiś małymi szczególami, przeczytać książkę i all. Do jutra do 13...
Dziś SKRA Bełchatów zajęła 2 miejsce z Lidze Mistrzów. Ten mecz był horrorem. Punkt za punkt. Płakać mi się chciało, ale to i tak wielki sukces. Nigdy żadna Polska drużyna tyle nie osiągnęła, o tych co kopią piłkę to nie wspomnę, bo zwyczajnie taka liga, poziom jest poza zasięgiem dla takowych.

Panowie,to dla Was założyłam kablówkę by móc oglądać mecze ! Jestem zachwycona. Teraz tylko już złoto czeka.
Poza tym, Maciek pnie się jako pisarz, będziemy kibicować, bo dzieje się coraz więcej ! Ostatnim i ogromnym sukcesem jest pojawienie się w Nowej Fantastyce, a to już liga sama w sobie :)

No i na sam koniec. Trzymać kciuki. By się udało, bym mogła znów wrócić do Torunia, który tak kocham, gdize mogłabym chodzić znów tymi samymi dorgami, ulubionymi, najpiękniejszymi, z tymi osobami, które znaczą najwięcej. Dokładnie to to robiłam w zeszły weekend i baaardzo mi się podobało. Tęsknię za tym widokiem. Zdjęcie co prawda kijowe, ale za to ogromnie sentymentalne.
Po pierwsze byłam u fryzjera, jest na krótko. Jednak nadal ładnie i bez czapki mogę powoli chodzić, aczkolwiek chyba jest za zimno. Zeżarłam w końcu w Manekinie naleśnika, poszliśmy oczywiście do miasta. Byliśmy w 4 knajpach, z których jedna okazała się porażką. Wróciłam oczywiście trzeźwa jak świnia, bo nie jestem w stanie pić piwo, inne niż miodowe. Porażka.
Poza tym, paskudnie jest ze studiami i muszę to ogarnąć oby szybko. I skutecznie. W dupie nie jestem, ale..
Inne sprawy się klarują, ale raczej nie uda się pojechać w góry, a szkoda. Bardzo brakuje mi tego widoku.
No i nauczyłam się oszczędzać duże ilości pieniędzy.
Aczkolwiek miło jest w tym magicznym miejscu. Miejmy nadzieję, że tam wrócę.

Poprzedni weekend był mocno udany, efekty są dobre.
Teraz czymiemy kciukasy. Takowy cudowny trunek będzie w nagordę jeśli się uda !
Zdjęć z mojego aparatu pokazać nie można, bo nie. Dodatkowo, miło było opijać sukces europejski, mam nadzieję, że międzynarodowy i liczę na ekonomiczny.
W domu byłam przy okazji. Cały czas oglądałam telewizor i piłam hektolitry soków. No i od internetu się oderwałam. Tylko szkoda, że mało czytałam.
Wszystko mi się pomieszało, czas mi się kończy, mam w głowie sieczkę. No i się stresuję. Ustawiłam sobie licznik. Zobaczymy ile wytrzymam.
indoktrynacja - kurs walutowy a umowy międzynarodowe i prawo wspólnotowe.

Demonicznie. Wszystko tak wygląda.
uf... Jestem paranoiczką. Znerwicowaną. To że się denerwuję to nie znaczy, że mam problemy i muszę na terapię biegać. Nerwica - da się z nią żyć. O jak sobie pięknie dorysowałam ręce i nogi. Płakać mi się z chce nad własną głupotą. Dodatkowo to przecież oczywiste, że podczas sesji nie trzeba terapii, podczas zakochania i normalnych układów też. Idealnie szukałam problemu.A ja kilka nocy nad tym siedziałam i kombinowałam, analizowałam.
Niech mnie ktoś częściej kopie. W sumie to nie dziwię się już, że mnie tak mało ludzi słucha.
Poza tym. Jest kabel do aparatu, tylko szkoda, że aparat się zacina gdy chcę z nim pracować. Zdjęcia chyba za rok doładuję.
Od kilku chwil chodzę pod ostrym wrażeniem. Propozycja, "weźmy drugiego kota,Timkowi się nudzi, a dla nas to kolejna przyjemność na kilkanaście lat, przecież to nie jest duży wydatek i może być kotka" spowodowała, że najpierw się przeraziłam, a teraz szukam kota. Chociaż wiem, że to nie jest najlepszy czas.
Czekam na rozwój.
No i w sumie na koniec smutna informacja : pewna pani, która prześladowała mnie cały czas, niszczyła mi życie emocjonalne, prywatne, postanowiła, że będzie dalej mnie dręczyć. Lista smsów rośnie, wiadomości tak samo. Na szczęście nie jest już moją sąsiadką, znów mieszka w Olsztynie, a z R. nie rozmawiałam od Roku. Co nie zmienia faktu, że mój związek znów zostanie przez nią zaatakowany. Nie będę jej słuchała, czytała, widywała. Kobieta bluszcz.
jak ja się boję, że nie pojadę w góry.
Muszę, muszę, muszę.
No i się boję. Po całonocnym myśleniu czas na zadzwonienie do poradni znajdę jutro.
a jak dobrze pójdzie to kota kupimy. Ale to jak dobrze pójdzie. Tak w ramach uwspólniania i poprawiania.
a jak znajdę czas to pójdę na regularną terapię.
a jak mama wróci z Teneryfy to mi perfumy przywiezie :)
a jak mi włosy urosną to będę ładniejsza :)
a jak pojadę do Torunia to się spotkam ze znajomymi.
a jak pójdę na basen to i na dietę przejdę i schudnę wymarzone 5 kg.
a jak znajdę odwagę to zrobię tatuaż.
oby się udało.
Sesja jeszcze się nie skończyła, co więcej pełną parą. Oczywiście poprawki mam wtedy kiedy oczywiście są plany i wtedy kiedy nie będę miała warunków na naukę. No i nie chce mi się.
W domu cisza, smutek, tylko kot nie wie o co chodzi.
Poza faktem, że dość kocham, chyba kochana jestem, że dbam, że walczę, że dużo rozmawiamy, że się wspieramy to jest strasznie ciężko.
Ja też czekam dzisiaj na telefon.
Ciężko jest, no ale w końcu Martensy założyłam.
Co zrobić by się nie martwić ? No i walczę. Trochę mi nawet idzie.
nadal do mnie nie dotarło =( nadal jakoś ciężko wyobrazić sobie co będzie dalej. Jak będzie, a jak się nie uda ? Plus moje zmartwienia o problemy prywatne.
Chociaż wczoraj i dziś się uśmiechaliśmy - dałam dobrą przynętę.
Będę teraz dużo robić, będę. No i w domu na chwilę zawitam.
Co nie zmienia faktu, że się martwię, boję, denerwuję, stresuję, czarnowidzę.
no to śmiało mogę stwierdzić, że kontynuuję kwestie smutkowe. Nic się nie układa. Tak źle już dawno nie było.
Bardzo chcę zobaczyć pozytywny aspekt, chociaż jeden :(
no bo mi ciężko. Przechodzę kryzys. I to nie sama. Siedzę i kombiuję : by nie ryczeć, by nie uczyć się.
Czasem też coś wymyślę.
Póki co rozchmurz się nie skutkuje.
Chyba powinnam przestać gotować wspólne obiady, biegać do sklepu po pieczywo, warzywa i piwo. Jednak powinnam mieć swój pokój, swoje łóżko. Muszę odzyskać siebie i głowę. Tylko trochę ciężko, kiedy osoby, które są bezstronne, ale też i stronne myślą i mówią inaczej niż Ty.
Kot chyba jest szczęśliwszy. Argument, że pewne rzeczy potrzebują pracy i zrozumienia chyba zadziałał.
Ale co z tego. Odliczam.
No i z silną wolą sobie radzę lepiej.
teraz już coś spoza życia uczuciowego, bo dotyczy mnie to od dziecka : nie radzę sobie z nerwicą, bo nic z nią nie robię. Wstydzę się swojej przypadłości. No i jestem leniwa.
Chcę spróbować. W tym roku już chyba setny raz.
Myślałam, że kot mi pomoże, nadal w to wierzę. Że się uspokoi.
Drzwi są nadal otwarte. Lubiłam i nadal lubię te rozmowy. Podobało mi się podczas, gdy wśród ludzi i przyjaciół to ja byłam najlepszym rozmówcą, to ja najbardziej bawiłam i interesowałam.
2 dni temu pisałam coś o miłości, uczuciu i takich.
No to dziś piszę. Nie ma miłości, uczucia, nas, nikogo. Jest niesmak, smutek, miliony pytań, miliony myśli.
2 lata i proszę. Pstryk, jedna gorsza myśl, jakieś przemyślenie i wystarczyło, by wszystko padło. Wina niczyja. Z pewnością nie moja. Ja robiłam wszystko jak trzeba. I po dupie dostałam.
Mam 22 lata, dosyć związków, dosyć facetów, deklaracji i tym podobnych. Mam kota maiuczka, któremu zapewnię dobry dom.
Poza kotem nikogo i nic.
Przyjaciółka odeszła, facet się rozmyśłił. Jestem w mieście obcym, dużym, bez znajomych. Z palcem w dupie, w dupie z nauką.
Jestem sama. Przyzwyczaj się do tej myśli, do tych słow, do tego stanu rzeczy.
Miłość jest. I na tym koniec dobrych rzeczy. Mam dużo nauki, z którą sobie nie radzę i chyba radzić nie chcę i paskudnie mi z moją przywrą. Znów się rozpędzam.
dziś mijają pełne dwa lata razem. Zaczyna się trzeci rok, podobno ten najtrudniejszy. Zobaczymy. Póki co się sprawdza, bo właśnie chłop mi strzelił focha i na mnie pohukuje.
Poza tym, podsumowując : to były ciężke 2 lata. Trzeba było dużo wiary, wyrozumiałości, siły i przebaczenia mieć. Musiałam wiele rzeczy minąć, by móc iść do przodu. Musiałam się dostosowac by moc dogonić.
No ale.. mamy na swoim koncie wspaniałe wyjazdy w góry, radosne wspomnienia, wspólne mieszkanie, kota, sprzęt domowy, budżet i tegoroczną choinkę.
święta, których nie czuję mnie przerażają.
Od rana walczę, Zabieg u dentysty, zakupy za mamą, dom i sprzątanie. Nie chce mi się, zupełnie mi się nie chce. Nie mam zamiaru nic robić. Jutro trzeba będzie doprawiać, spróbować, dogotować, dosolić i takie inne. Zupełnie mnie to nie pociąga. O pieczeniu ciasteczek w tym roku oczywiście mowy nie ma, bo przecież gdzie. Wigilią od lat zajmuje się babcia, mama nic nie robi szczególnego, a moja pomoc nie jest potrzeba. Może to wpływa na mój brak różnorodności w gotowaniu, niedoskonałość w pieczeniu i lenistwo w kuchcikowaniu, Czasami żałuję. Mam przynajmniej nadzieję, że ubiorę z rodzicami choinkę ( swoją już ubrałam - ogólnie moja była brzydka, ale ją zrobiliśmy piękną). Jakby nie patrzeć w Warszawie bardziej świątecznie się czułam - w Bełchatowie się nie czuję.
Najbardziej żałuję, że nie ma śniegu, bo chętnie bym na spacer na Ludwików poszła - tam jest cudownie. Brakuje mi tych choinek, ogródków itp.